Ankieta

Co sądzisz o naszej nowej stronie?


wyniki

Oto mniej więcej nasza historia z dietą Karola.

Na wieść, że moje dziecko jest chore wpadłam w okrutny strach. W zaleceniach otrzymanych podczas diagnozy, w jednym z punktów były wskazania do wprowadzenia diety bezglutenowej, bezmlecznej i bezcukrowej. Na drugi dzień z domowego menu zostały usunięte praktycznie wszystkie "zakazane" produkty i przystąpiłam do akcji ratowania dziecka terapią i dietą. Z perspektywy czasu, muszę przyznać, że moje działanie było nieco pochopne. Najpierw należało zrobić komplet badań (m.in. na nietolerancje pokarmowe, obecność grzybów, pasożytów) i na podstawie ich wyników opracować właściwą dietę dla Karola.

Niewątpliwie jednak dieta wykluczająca gluten, kazeinę i cukier korzystnie wpłynęły na rozwój mojego dziecka. Karol jako chłopiec z natury swej bardzo aktywny nie potrzebuje dodatkowej dawki cukru łączącej się z dodatkową aktywnością w postaci chociażby natrętnego biegania, nieustannego ruchu czy wydawania z siebie niesamowitej gamy dźwięków, nie zawsze przyjemnych na mojego ucha. Mleko wykluczyliśmy z całą stanowczością z uwagi na zły stan jelit. Karol od zawsze cierpiał z powodu przewlekłych zaparć. Akcja "zrób kupę" była zawsze priorytetowo traktowana. W środowisku słodkim i mlecznym bardzo lubi się gościć grzyb, który atakuje swoimi toksynami cały organizm. Dużo czasu zajęło nam ustabilizowanie flory bakteryjnej i osiągnięcie wymarzonej "2" każdego dnia, ewentualnie co drugi dzień. Jeśli chodzi o gluten, u Karola nie obserwuję wybitnej nietolerancji bezpośrednio ujawniającej się po zjedzeniu produktu z glutenem. Jednak mieliśmy taki okres próby, w którym w tajemnicy rozszerzyłam dietę Karola u produkty glutenowe jednak szybko się z niego wycofałam z uwagi na sygnały od terapeutów o pogorszonym funkcjonowaniu, zmienność nastrojów, słabsza koncentracja, ogólne rozdrażnienie.

Z uwagi na powyższe, Karol jest na diecie wykluczającej gluten, mleko i cukier już ponad 5 lat. Na tyle jednak ma już "podleczony" organizm, że jeśli od czasu do czasu zdarzają nam się dietetyczne "wypadki", to nie obserwuję drastycznych zmian w jego zachowaniu. Wiem jednak, że w sytuacji powtarzających się wakacji od diety, istnieje duże prawdopodobieństwo do powrotu zaburzeń jelitowych Karola.

Każde dziecko jest jednak inne i na każde działa zupełnie co innego. Do wszystkiego doszliśmy drogą prób i błędów. Karol jest jednak dzieckiem "jedzącym". Zasadniczo nie było z nim większych problemów a jeśli się jakieś pojawiały, to drobnymi kroczkami je pokonywaliśmy. Na szczęście dostęp do dobrych, ekologicznych produktów jest obecnie na bardzo dobrym poziomie. Praktycznie w każdym już sklepie można znaleźć produkty oznaczone jako bezglutenowe, jest szeroki asortyment napojów roślinnych, które są idealnym zamiennikiem mleka. Obok cukru coraz częściej stoi ksylitol, stewia czy fruktoza.

Jestem zwolenniczką potraw prostych, szybkich, składających się z niewielu składników, które dodatkowo można zamieniać. W wolnych chwilach przeglądam blogi tematyczne skąd czerpię inspiracje do nowych dań dla Karola.

Jak każde dziecko, moje również uwielbia słodkości.

To przepis na kilka ulubionych słodkości Karola:

BROWNI

1 szkl. kaszy jaglanej

3 jajka

5 łyżek kakao/karobu

3 łyżki oleju kokosowego

3 łyżki miodu

słoiczek powideł z wiśni

Ugotować kaszę jaglaną w 2 szkl. osolonej wody aż wchłonie się cała wilgoć. Ubić pianę z białek a żółtka dodać do kaszy. Dodać pozostałe składniki i zmiksować. Potem delikatnie dodać pianę i wymieszać wszystko. Piec ok. 50 min. w temperaturze 180 stopni. Po upieczeniu zostawić ciasto w formie, żeby masa się ścięła.

CIASTO CZEKOLADOWE Z FASOLI

2 puszki czerwonej fasoli,

3 duże jajka

1 tabliczka gorzkiej czekolady

2 łyżki kakao/karobu

2 dojrzałe banany

1 łyżeczka sody

Fasolę opłukujemy na sitku, czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej. Wszystkie składniki blendujemy na gładką masę. Pieczemy w 180 stopniach ok 50 min. po czym zostawiamy na ok 10 min w piekarniku. Po upieczeniu ciasto wyjmujemy z formy i pozostawiamy do całkowitego wystygnięcia.

BABECZKI BANANOWO - MIGDAŁOWE

2 banany

2 łyżki mąki ryżowej

1 jako

3/4 szkl. mielonych migdałów

1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

2 łyżki ksylitolu

kilka szczypt cynamonu

Banany zmiksować z mąką i jakiem, dodać zmielone migdały i cynamon. Do foremek na muffinki wlewać masę zostawiając ok 1 cm od góry. Piec w temperaturze 170 stopni ok 50 min.

PRALINKI/BATONIKI

opakowanie daktyli

dowolne ziarenka (siemię lniane, sezam, wiórki kokosowe, popping z amarantusa czy kaszy jaglanej)

woda/olej kokosowy

Daktyle zmienić na gładką masę (należy to robić bardzo ostrożnie, gdyż można spalić blender, polecam wykonywać ruchy pulsacyjne albo wcześniej namoczyć daktyle aby były bardziej miękkie). Do tej masy dodajemy dowolne ziarenka (zdarzyło mi się również dodać do daktyli suce ciastka, których Karol już nie chciał zjeść), suszone owoce, generalnie wszystko, co mogłoby smakować dziecku i jakie są preferencje smakowe. Taka masa musi mieć konsystencję pozwalającą formować albo malutkie kuleczki (które można dodatkowo obtoczyć w wiórki kokosowe czy sezam) albo podłużne batoniki, które można zawiną w folię spożywczą. Gotowy produkt można schłodzić dodatkowo w lodówce.

Mama Karola